Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie! — odparł stanowczo. — Dopiero dziś dowiedziałem się o tem i nie rozumiem, skąd jestem Polakiem? Zdaje mi się, że jest to źle... Nasz historyk przecież inaczej Polaków nie nazywa, jak „buntownikami“... Dlaczego uważa ich za buntowników — tego nie mogłem zrozumieć. Przecież mają oni swoje państewko, którem rządzi jego cesarska wysokość, cesarzewicz Konstanty Pawłowicz?
Fedorczuk pochylił się do ucha kolegi i szeptać zaczął:
— Tak, tak! Prawda, że nie mogłeś pamiętać tego. Słuchaj! wiesz, że mój ojciec jest popem we wiosce, leżącej w sąsiedztwie majątku starego Fersena. Generałowi Fersenowi caryca Katarzyna podarowała majątek ten na Inflantach za zwycięstwo pod Maciejowicami, gdzie się dostał do niewoli ranny polski generał, Kościuszko. W zeszłym roku, opowiadając w domu o kolegach, wymieniłem twoje nazwisko...
— No i cóż? — spytał z zaciekawieniem Lis.
Fedorczuk zajrzał do korytarza, długo nadsłuchiwał, czy nie zbliża się ktoś z kolegów lub dozorców, i znowu jął szeptać:
— Ojciec opowiedział mi i pod przysięgą milczeć nakazał, że jesteś dziedzicem majątku starego grafa Iwana Fersena, który umarł przed laty.
— Ja miałbym być spadkobiercą Fersena?! — zawołał Lis. — Bredzisz, drabie, czy chcesz mi oczy zamydlić?
Fedorczuk nie zwrócił uwagi na szyderczy wykrzyknik kolegi i ciągnął dalej: