Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Później znów inne przyszły wieści, które dowodziły, że polskie wojska przeszły do działań zaczepnych, a nieraz bardzo pomyślnych.
Echem ponurem przebrzmiały w sercach Moskali, a grały triumfalnie w duszy rannego porucznika polskiego słuchy o zwycięstwie Polaków pod Wawrem, o porażce korpusu Geismara pod Wielkiem Dembem, gdzie Bogusławski, Tomasz Potocki, Skarzyński zadali pierwszy cios Rosenowi, niszcząc jego armję ostatecznie pod Iganiami, gdzie sławą się okryli generał Ignacy Prądzyński i Bem.
Lis po dwóch tygodniach zaczął już chodzić.
Rana, w którą niemal już wdała się była gangrena, goić się zaczęła.
Słabość tylko jeszcze nie opuszczała porucznika, boć przecie w ciągu długich godzin bitwy pod Grochowem, z ciała jego bezmała wszystka krew wyciekła.
Siły powracały mu powoli, chociaż robił wszystko, aby czemprędzej uzyskać dawną moc: jadł dużo, spał i nie robił żadnych wysiłków.
Trapiła go tęsknota za Juljanną i żarła obawa o los ojczyzny.
To powodowało za każdym razem gorączkę i jeszcze większe, straszniejsze osłabienie. Przemógł się chory porucznik, wielkiem skupieniem woli odpędzał od siebie tęsknotę i smutek gryzący, nauczył się nie myśleć i nie wspominać.
Pragnął tylko zdrowia i powrotu do dawnych sił.