Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— To wszystko-nic! — zawołał jakiś ranny oficer, słuchający tej rozmowy. — Jestem z oddziału gen. Tolla, który niby to ścigał Dwernickiego, bo ten poprzecinał komunikację z Rosją, pozbawił armję naszą żywności i paszy...
— Na czemżeż ta się wyprawa skończyła? — pytali zaciekawieni lekarze.
Oficer machnął ręką i odparł ze śmiechem:
— Skandalem! Ten djabeł zniknął jak szpilka! Generałowie Toll, Sakken i Witt otoczyli go, podobno, lecz stracili z oczu, bo im się wywinął, jak węgorz. Toll zamęczył tym pościgiem naszą rezerwę i — bez żadnego wyniku.
— A Dwernicki?
— Dwernicki! Spokojnie sobie wyszedł z żelaznego koła i małemi oddziałami trapił nas nieustannie. W jednej z takich potyczek zostałem właśnie ranny... — zakończył oficer swoje opowiadanie.
— Dzielny to generał! — zachwycał się zupełnie szczerze lekarz szpitala. — Spotykałem go w Belwederze u wielkiego księcia Konstantego. Bujną ma duszę Dwernicki!
Lis z biciem serca słuchał tych opowiadań, myśląc z żalem, że gdyby Dwernicki działał w bitwie, to podczas rozgrywki Grochowskiej innyby miała ona przebieg, a potem zamiast Radziwiłła on ująłby w swe ręce buławę naczelnego wodza.
Jednak już, i to, co posłyszał, napełniało duszę jego radością i dumą.