Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Leżał nieruchomo, oddychał ciężko, lecz myślał już jasno i trzeźwo.
Postanowił jak najmniej mówić o sobie i udawać półprzytomnego.
Zaczął to natychmiast, gdy mu przyniesiono strawę i kubek herbaty.
Trząsł głową i bełkotał słowa niezrozumiałe.
Sanitarjusz machnął ręką i, zostawiwszy na stołku posiłek, oddalił się.
Lis wyczekał aż moskal zniknął w następnym pokoju, szybko zjadł zupę z kawałkami sucharów i popił herbatą.
— Hm! — mruknął. — Marne smakołyki, lecz lepsze to niż nic...
Uśmiechnął się i znowu układał w głowie plan działania.
Przez kilka dni jeszcze udawał napółprzytomnego i bardzo osłabionego, chociaż świadomość wróciła mu już była w całej pełni, a i siła wzmagała się z dniem każdym.
Zato uszu nastawiał Lis na każde słowo, rozlegające się w sali. Szczególnie zaś uważnie przysłuchiwał się rozmowom lekarzy, gdy całą gromadą obchodzili szpital.
W ten to sposób Lis, nikogo o nic nie pytając, dowiedział się wkrótce, że Dybicz nie odważył się szturmować Pragi i bombardować Warszawy, natomiast zażądał przysłania mu z Rosji bateryj oblężniczych; w oczekiwaniu zaś przybycia ciężkich dział cofnął się