Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i wyznaczył armji leża aż do czasu puszczenia lodów na Wiśle.
Lis zgrzytnął zębami, gdy posłyszał, że Polacy, za poradą generałów Łubieńskiego i Szembeka, rozpoczęli byli rokowania z feldmarszałkiem, a ten szorstko odmówił wszelkiego porozumienia, do czasu cofnięcia przez rząd polski aktu detronizacji cesarza Mikołaja.
Ulżyło mu, gdy jeden z lekarzy dodał, że parlametnarjusze polscy — Mycielski i Kołaczkowski bardzo ostro odpowiedzieli Dybiczowi i że Polacy postanowili „bunt“ nadal potrzymywać i do wiosennej kampanji przygotowują się starannie.
— Dobrze, że Skrzynecki będzie przeciwko nam stawał, a nie Dwernicki! — mówił lekarz. — Mianowania tego generała na wodza naczelnego obawiał się nasz sztab najwięcej, bo to, ja wam powiadam, wilk zubasty!
— No, nie mówcie tak, kolego! — zawołał inny lekarz. — Skrzynecki też dobry wojak! Przecież to on uratował Napoleona w bitwie pod Arcis-sur-Aube. Bonaparte uciekał wtedy przed szarżą kawalerji nieprzyjacielskiej wśród szeregów piechoty polskiej, a ta atak świetnie odparła i cesarza ocaliła.
— Być może, ale Dwernicki — lepszy! — twierdził pierwszy. — Takiego wojownika nie mamy. Ot i teraz Dwernicki pod Puławami pobił na głowę pułkownika Tuchaczewskiego i generała Kawera, a nie przestaje gnębić gen. Kreutza. Słyszałem dziś, że już zajął Lublin.