Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdy to dowództwo polskie biernie czekało na wzmocnienie się Dybicza i nie zaatakowało armji przeciwnika, zdemoralizowanego, wahającego się i upadającego na duchu.
Lis, mimo natarczywe nalegania swoje, nie mógł dotrzeć do księcia Radziwiłła.
Dowiedziawszy się, że porucznik przywiózł list poufny i personalny do naczelnego wodza, adjutanci niemal w oczy śmiali się z niego, mówiąc:
— A to rychło wczas pan Dwernicki się wybrał listami prywatnemi obarczać księcia Michała! Zresztą nic on postanowić nie może bez gen. Chłopickiego i Prądzyńskiego, a ci walną bitwę pod Warszawą śpiesznie planują! Rozumiesz, poruczniku?
Lis zrozumiał i z przerażeniem posłyszał te dwa straszliwe słowa — „śpiesznie planują“...
Tymczasem rozglądał się w sytuacji i przez kilka dni wertował mapy sztabowe, gdzie oznaczano stanowiska armji nieprzyjacielskiej i polskiej.
W sztabie dowiedział się, że tego dnia Dybicz stanął z głównemi siłami przed Olszynką grochowską.
Nie było wątpliwości, że naczelne dowództwo polskie znalazło się wobec faktu rozstrzygającego.
Obowiązek nakazywał wytężyć wszystkie siły, aby bitwę na błoniach Pragi wygrać. Prawda, że przewaga liczebna była całkowicie po stronie Rosjan, jednak, ujęciem w swe ręce inicjatywy, dowództwo polskie mogło stan rzeczy naprawić; na wypadek przegranej — sztab byłby zmuszony po jedynym moście na