Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jakiś niecny człowiek porąbał pana! — zawołała słuchająca go pani Sempolińska, niewiasta serca wrażliwego.
Lis z oburzeniem przerwał jej, mówiąc:
— Gdy wiem teraz, co mnie spotkało, rad jestem! Widzę, że dowództwo myśli o wszystkiem i nad wszystkiem czuwa. Sam jestem winien, że bez papierów pojechałem. Kiedy wojna, to — wojna, trzeba, żeby wszystko w porządku było! Ten żołnierz ustawowo postąpił: uciekałem, więc ciął mnie szablą. Dobry żołnierz i służbę zna!
Wszyscy się dziwili, słysząc to, a ten i ów z obecnych szepnął:
— Dzielny chłopak i serce ma sprawiedliwe! Zamiast zemstę knować, usprawiedliwia krzywdziciela...
Zaledwie zmniejszyły się bóle głowy, Lis, składając ręce, jął prosić Juljanny, aby zechciała go dalej uczyć.
— Niech dobra pani nie odmawia mi tego, chyba, że chce, aby mnie za moją tatarsko-moskiewską polszczyznę znowu gdzieś w innem miejscu usieczono lub postrzelono! — mówił, gorąco patrząc w promienne oczy dziewczyny.
— Z radością, panie Władeczku! — zgodziła się natychmiast. — Trafiłeś do Pyszkowa doskonale, bo, oprócz mnie, będziesz miał doborowych preceptorów. Powiem panu, że gości u nas pan Jędrzej Zaleski, asystent znakomitego uczonego, profesora Joachima Lelewela. Ten dopiero pana w mig oświeci i nauczy