Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podniesie ciężkie powieki i spojrzy na nią swemi oczami — jasnemi i pogodnemi.
Rozumiała, że ten — taki prosty i uczciwy chłopak umiera. Nadziei nie miała, ale nie czuła jeszcze rozpaczy w sercu.
Zdziwiła się, uświadomiwszy sobie, że jedna i ta sama, uporczywa i gorąca myśl przeszywa mózg jej i zmusza ją ustami poruszać i szeptać coś bez dźwięku.
Jakgdyby obca sobie istota słuchała tego szeptu, chociaż nie był on szmerem warg, lecz cichym głosem duszy.
Słyszała wyraźnie ten głos, powtarzający raz po raz:
— Masz miłość w sercu swojem dla mnie? Przysięgam na Boga, na Matkę z Jasnej Góry, że, jeżeli sądzone ci jest życie, pójdę z tobą na dolę i niedolę!
Zdumiała się, zrozumiawszy straszne znaczenie tych słów, dźwięczących w głębi duszy, ale natychmiast oczy podniosła na obraz Bogarodzicy Częstochowskiej i powtórzyła, wymawiając szeptem, lecz wyraźnie, słowo po słowie, jak na spowiedzi:
— Jeżeli sądzone ci jest życie, pójdę z tobą na dolę i niedolę! Przysięgam na Matkę z Jasnej Góry!