Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Baron uważnie przeczytał duży pergamin z pieczęcią z czerwonego wosku i mruknął:
— Uczynię, com obiecał. Ujrzysz to, mistrzu, natychmiast...
Klasnął w dłonie i krzyknął do nadbiegającego giermka:
— Prosić do mnie gościa polskiego, a migiem!
Wkrótce na krużganek wyszedł pan Władysław Haraburda, poprzedzany przez pachołka.
— Witam waszmość pana! — wołał serdecznym głosem baron, wyciągając do gościa obydwie ręce. — Mam nadzieję, że pierwsza noc w moim zamku zeszła w spokoju?
— Dziękuję, mości baronie! — odparł rycerz. — Pod dachem tak znakomitego męża żaden niepokój nie może nam dokuczyć!
Baron Palen uśmiechnął się życzliwie i, wskazując na czarno ubranego jegomościa, rzekł do pana Haraburdy:
— Waszmość pan pozwoli, że mu przedstawię swego przyjaciela, sławnego mistrza astrologji — Juljusa Arreniusa, miłującego twoją ojczyznę za to, że ona może skutecznie obronić świat chrześcijański przed zalewem półksiężyca i dzikiej Moskwy, która marzy o zdobyczach na zachodzie. Obaj wierzymy, że tylko Rzeczpospolita może stać się puklerzem pokoju w Europie.
— Słowa mości pana i myśli waszmościów radują moje serce! — odparł rycerz, ściskając dłoń Arreniusa.
— Spojrz-no na zatokę moją, waść! — rzekł baron, przechylając się przez krawędź krużganku.
Pan Haraburda uczynił to samo i ujrzał pięć du-