Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział V.
Dobrowolny banita.

— Mości panie, — mówił układny, o twarzy ciemnej, wiatrem morskim owianej i spalonej, baron Palen — uważam, że nad sprawą naszą obopólną możemy consilium dimittere, bo nawet jejmość pani, waszmościowa małżonka szlachetna, zgodę swoją wyrazić raczyła!
To powiedziawszy, baron wyciągnął dłoń do pana Haraburdy.
Rycerz spojrzał na żonę i w jej modrych, pełnych miłości i zrozumienia oczach ujrzał twarde postanowienie.
— Uczyń tak, Władeńku, bo inaczej nie zdzierżymy! — szepnęła po polsku, gdyż cała rozmowa toczyła się po niemiecku.
Pan Władysław westchnął i uścisnął rękę Palenowi, który natychmiast opuścił komnatę.
Działo się to w pałacyku Henryka Mohla, bojowego towarzysza pana Haraburdy, w Rydze, tuż przy starożytnym domu Czarnogłowych i niedaleko ratusza, gdzie ojciec Henryka burmistrzował, chociaż nie był ani mieszczuchem, ani kupcem, lecz szlachcicem wysokiego rodu, skoligaconego z kurlandzkimi baronami,