Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że w tej godzinie jego własne życie załamało się i miało pójść innym, nieznanym jeszcze szlakiem.
Na tym szlaku nie widział przed sobą rycerz ani celu, ani dalekiego kresu, nic, krom mgły gęstej, nierozwianej, tylko mrok bezdenny, i czuł, jak wżera się mu w serce tęsknica i głuchy, ciężki lęk, czarne przeczucie skradającej się, czyhającej zewsząd klęski.