Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XVII.
Słuchaj, morze!

Przebrzmiały po całym kraju, dotarły do najdalszych zakątków ziemi echa bitwy i zwycięstwa pod Oliwą.
Podnieśli głowy nawet ci, co wojnę, jako imbecillitas profundissima, uważali; spokornieli niepewni sprzymierzeńcy i lennicy — książęta Brandenburgji i Prus; nadzieja wstąpiła do serc Habsburgów, zagrożonych przez „lwa północy“, uradowali się gdańszczanie i przerwany handel ze światem całym szybko nawiązali.
Nie trwało to jednak długo, bo na wiosnę przyszedł ponownie Gustaw-Adolf z jeszcze liczniejszą flotą, potopił, podpalił lub uszkodził najlepsze brygantyny polskie, a więc „Tygrysa“ — ową „Zjawę Morską“, co Szwedów gnębiła, „Króla Dawida“ i „Świętego Jerzego“.
Później przyszły czasy szaleństwa, które za zdradę Polski poczytywano i głośno o tem mówiono, majestatu królewskiego nie oszczędzając. Na „Pannie Wodnej“ i „Goniącym Jeleniu“ wybuchnął bunt cudzoziemskich najemnych ciurów.
Wściekłe szturmy rozbiły dwa okręty, a inne