Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jednak nikt nie wiedział, jak się miały zakończyć układy koronowanych krewniaków i jak się w tej sprawie postawi powracający z ciężkiej lecz sławnej wojny chocimskiej królewicz Władysław, już głos w rebus publicis zabierający z powagą.
Przyczaili się więc wszyscy ci potomkowie krzyżackich rycerzy, którzy w Kurlandji, Inflantach i Prusach książęcych tajemną pomoc szwedzkim najeźdźcom dawali, a wśród nich najbardziej obawiał się zemsty Rzeczypospolitej baron Ralf Palen.
Gdy dowiedział się od przybyłego z Parnawy gońca, iż poseł szwedzki Olaf Bem gotów jest za pokój wieczysty odstąpić koronie polskiej całe pobrzeże wraz z Estonją, baron Palen zaczął nawet wyrzucać sobie, że wdał się w konszachty z Gustawem-Adolfem i do sprawy nieopatrznie wmięszał polskiego rycerza, który przeciw niemu mógł świadczyć przed swoim królem.
Chciał więc Palen przeciągnąć jeszcze bardziej na swoją stronę pana Haraburdę i, trącając się z nim kielichem, tak kierował rozmową, aby się wywiedzieć myśli rycerza.
Rycerz, niby nie rozumiejąc, do czego zmierza baron, powtarzał:
— Rzeczypospolita, ta, która actiones króla, depczącego jej wolę i prawa, nie pochwala, będzie tobie, mości baronie, za wierną służbę i życzliwość wdzięczna!
Baron Palen stawał się coraz bardziej niespokojny, aż nie wytrzymał i sam popłynął na brygantynie swego imienia do Parnawy języka zasięgnąć i wszystko na własne oczy zobaczyć.