Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pochyliwszy się Lisowi do ucha, długo coś szeptał i objaśniał patrząc przed siebie niebieskimi, ciągle zdumionymi oczami i błyskając szkłem okularów.
Polak słuchał w milczeniu i kiwał głową.
Wreszcie Haaze wstał i z rozrzewnieniem na twarzy ucałował rękę pani Julianny, a potem długo ściskał zesłańca szepcząc urywanym głosem:
— Szczęśliwego życia! Szczęśliwego życia!
Tego samego wieczora od drewnianej przystani Petropawłowska odbił duży, dwumasztowy okręt amerykański „Rekin“.
Wszystko odbywało się na nim jak zwykle. Szyper, stojący przy sterniku, przeplatał klątwami rzucane rozkazy. Bosmani pokrzykiwali na majtków, a ci w pośpiechu zamykali luki rumów, gdzie zostały starannie ułożone towary, nabyte na Kamczatce. Drogie to były towary: futra, skóry, ryby i kość mamutowa. Tego dnia jednak luki zostały zamknięte niezwykle starannie, a bosman, pilnujący tej czynności, mruczał do ludzi z załogi:
Damm! Rzućcie na pokrywę stos starego płótna! Na wszelki wypadek... Szyper nie życzy sobie, aby rosyjska straż zabrała nam tych dwoje ludzi, co to w nocy przekradło się na pokład „Rekina“... Zapłacili dobrze, a poza tym on, to jakiś, widać, tęgi, promienny chłop, ona zaś nie wiem, ale podobne do niej kobiety tylko na obrazach świętych się chyba widuje! Rzućcie jeszcze kawał żagla!...
Gdy brzegi Syberii znikały we mgle, na pokład wyszło dwoje ludzi, a za nimi węsząc nieufnie, dreptał kosmaty, rudy szpic.
Niewysoki, lecz nad wyraz barczysty mężczyzna o twarzy śmiałej i pogodnej, otoczył ramieniem wiotką kobietę o złocistej koronie włosów i stanął przy burcie.
Długo trwali w milczeniu, wpatrzeni w tonące w mroku