Strona:Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


By tylko przechodzień, co pod nim
Z ufaniem czoło schyli,
Mógł doznać w Edenie tym wschodnim
Zachwytu Boskiéj chwili;
Podobnie wędrowcze ci trzeba
Pochylić skroń tak samo,
Jeżeli chcesz marzyć sny nieba
Po za Tatrzańską bramą.

O patrzcie! W szafirów przezroczy
Przez którą dnieje słońce,
Coś z nieba półkolem zatoczy
Kwitnącéj tęczy końce.
Poprzez tę promienną mgły szatę,
Nad srebrną, z gwiazd obręczą,
Z obłoczków twarzyczki skrzydlate
Marzeniem snu się wdzięczą.
I w rąbka odzianą smug cienki,
O tam! na skały szczycie,
Tę postać Najświętszéj Panienki
W pośrodku czy widzicie?
W tem oto z maluczkich gdzieś łona,
Śpiew jak z kadzielnic płynie:
— O bądź nam przez wieki wielbiona,
Na górze jak w dolinie! —