Strona:F. Mirandola - Sztuka a lud.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wysoko i daleko, gdzie rozum nie doleci — ale jest. Wszystko to naturalnie w ciasne ramy dogmatu było ujęte — ale było. I wszystko to, co otaczało wówczas pobożnego chrześcianina w kościele, było dobre, bo zaspakajało jego przyrodzone potrzeby piękna i ideału i nie stało w żadnej sprzeczności z jego poglądem na świat — wszyscy wierzyli. I dlatego wszystko było szczere. Człowiek średniowiecza miał Kościół za mistrzynię. Wszystko, co z literatury dostawało się do ludu, dostawało się doń za pomocą Biblii, nauka płynęła z Biblii, filozofia była ancilla teologiae (służebnicą teologii), piękno też szafował Kościół pełną dłonią. Pierwsze przedstawienia teatralne, są to widowiska pasyjne odgrywane za inicyatywą Kościoła. Kościół był szkołą, przytułkiem, przybytkiem piękna i ideału i dlatego tak długo potężny stał, bo opierał się o masy ludu i ich najistotniejsze potrzeby wnętrzne.
Z czasem jednak potrzeby te, światopogląd i nauka wyrosły poza Kościół. Nastąpiło starcie i choć Kościół długo walczył o panowanie, powoli wszystko to stało się świeckie. Malarstwo wyszło poza koło, zakreślone Pismem świętem, poczęto malować sceny z życia współczesnego, architektura rozwijać się poczęła inaczej. Porzucono gotyk i zwrócono się do form innych, powstał styl Odrodzenia. Muzyka się pojawiła świecka i poezya z nią nierozdzielnie złączona, wyszły za kościelne mury. Powstał cały świat nowych idei, dla których Biblia była za ciasną. Kościół, jako wytwór