Strona:F. Dostojewski - Bracia Karamazow cz-2.djvu/30

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    kając prawie czołem podłogi. Potem zerwała się i uciekła.
    Gdy się to stało, wyjąłem z pochwy nową szablę i w pierwszej chwili chciałem się zabić, niewiadomo dlaczego, zdaje się z radości.
    — Czy ty rozumiesz, że można się zabić z radości? Ale nie zrobiłem tego, a tylko ucałowałem ostrze szabli, i włożyłem ją napowrót do pochwy. Niepotrzebnie ci to opowiadam, i wogóle rozwodziłem się tu zanadto nad wielu szczegółami, chcąc się przed tobą w lepszem wystawić świetle. Ale niech już tak zostanie, niech dyabli wezmą szpiegów ludzkiego serca. Teraz znasz już moje wielkie zajście z Katarzyną Iwanówną, a oprócz ciebie, wie o niem także Iwan.
    Dymitr wstał wzruszony, przeszedł się kilka kroków, ocierając czoło chustką, poczem usiadł znów na kamiennej ławce, nie na dawnem jednak miejscu, a po przeciwnej stronie, tak, że Alosza, chcąc go słuchać uważnie, zwrócić się musiał ku niemu.
    — Teraz, — rzekł — znam już połowę twojej historyi.
    — Tak, pierwszą połowę znasz i rozumiesz. To był dramat, który się tam rozegrał, ale potem nastąpiła tragedya, która się dzieje tu.
    — Tej drugiej zupełnie dotąd nie rozumiem, — rzekł Alosza.
    — Gdybym ją sam rozumiał...
    — Poczekaj, Dymitrze, tu jedno jest pewne: jesteś przecie jeszcze narzeczony.
    — Narzeczonym Katarzyny zostałem w trzy