Strona:F. Dostojewski - Bracia Karamazow cz-2.djvu/15

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    komuś powiedzieć. Powiedziałem już, wyznałem wszystko aniołowi na niebie, ale teraz powtórzyć muszę jeszcze moje wyznanie aniołowi na ziemi. Tyś anioł ziemski; wysłuchasz mnie, osądzisz i przebaczysz. Tak potrzebuję, żeby mi przebaczył ktoś wyższy, lepszy!
    Słuchaj! Gdyby dwa jestestwa, odrywając się nagle od wszystkiego, co ziemskie, ulatywały w nieskończoność — i gdyby jedno z nich odlatując lub ginąc prosiło drugiego: „zrób dla mnie coś, o co nikt jeszcze nikogo nie prosił, chyba na łożu śmierci“, to czy mogłoby to drugie nie spełnić takiej prośby, zwłaszcza gdyby to był przyjaciel, brat?
    — Ja spełnię, tylko powiedz, powiedz jaknajprędzej — odparł Alosza.
    — Jaknajprędzej... Hm. Nie śpiesz się tak, Alosza. — Niepokoisz się i śpieszysz napróżno. Niema się teraz po co śpieszyć. Świat wchodzi na nowe tory. Ach Alosza, Alosza, jaka szkoda, żeś ty się do zachwytu nie zapamiętał. Co ja głupi plotę? Tyś się wcale nie zapamiętał. Bądź szlachetnym mężem. Czyj to wiersz?
    Alosza postanowił czekać. Zrozumiał, że chyba tu znajdzie najważniejsze dla siebie pole działania. Mitia zamyślił się na chwilę, oparł czoło na ręku i milczał czas jakiś.
    — Słuchaj, Alosza — rzekł wreszcie. — Ty jeden śmiać się ze mnie nie będziesz! Chciałbym zacząć moją spowiedź hymnem radości Szyllera, tylko, że nie umiem po niemiecku. Nie wyobrażaj sobie tylko, że bredzę coś po pijanemu. — Ko-