Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czarne jego ciało migało wśród gałęzi drzew, przerzucając się z jednego na drugie.
Małpa, czepiając się giętkich lian, kołysała się na nich i z rozmachem przelatywała nad polanami leśnemi, ścigając łódź, uwożącą mu żonę i dziecko.
Wjechawszy do głębokiego koryta rzeki, Burney puścił motorówkę całym pędem.
Samiec nie mógł już nadążyć za nią i — wkrótce rechotanie szympansa umilkło w oddali.
— Biedaczyna! — powiedział Jurek, podchodząc do Amerykanina. — Zapewne myśli, że porwaliśmy mu rodzinę?
Burney uśmiechnął się i odparł:
— Za trzy godziny dopłyniemy do naszej osady, a przed zachodem słońca stary szympans będzie już krążyć wpobliżu i nawoływać!
Po przybyciu do domu umieszczono Magdę (bo tak nazwał Jurek ciągle zakłopotaną i stroskaną małpę!) w altance na sianie i przystąpiono do poważnej kuracji.
Szympansica miała gorączkę, a dreszcze wstrząsały jej kosmatem ciałem, Burney więc okrył ją kocami i wlał jej do pyska słodkiego piwa z chiną.
— Mój mały, — zwrócił się Amerykanin do chłopaka, — oddaję twej pieczy małe szym-