Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Broń murzyńska — łuki, kołczany, strzały, oszczepy, miecze i maczugi, maski i stroje czarowników, amulety, bożki z gliny, skóry i drzewa zdobiły ściany gabinetu pana Waniewskiego i Burneya, a barwne tkaniny tubylcze okrywały posadzkę i zwieszały się z sufitu, tworząc z holu wzorzysty namiot.
Dom oddawna zamienił się w jakieś muzeum afrykańskie, gdzie żądny wiedzy Jurek uczył się codziennie, dowiadując się rzeczy mu nieznanych, a ciekawych niezmiernie.
W tych kilku izbach domu amerykańskiej firmy drzewnej chłopak doskonale poznawał Afrykę, jej przyrodę — a więc zwierzęta, roślinność i obyczaje, wiarę i prawo, kierujące życiem murzynów.
— Mój Boże! — wzdychał Jurek. — Jakżeżby się ucieszył nasz profesor przyrody, gdyby mógł mieć wszystkie te zbiory w swoim gabinecie gimnazjalnym!
Ojciec spojrzał na chłopaka z uśmiechem i odparł natychmiast:
— Któż ci broni, mój syneczku, sprawić mu tę przyjemność?
— Jakto? — spytał Jurek, nie rozumiejąc jeszcze.
— Masz przed sobą, całe dwa miesiące wakacyj, spędzanych w Afryce i to w tak bogatej i pięknej kolonji, jak Wybrzeże Kości