Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tęsknych oczach jest Żydówką, a tamta z jasnemi włosami i groźną twarzą — Rosjanką...
Znowu rzeczywistość odkryła przede mną jedną z kart tragicznego losu ludzi rosyjskich.
Opuściłem kawiarnię. Jakieś fatum mnie prześladuje! Zawsze spotykam odgłosy dramatu i coraz bardziej i głębiej utwierdzam się w przekonaniu, że, gdzie jest człowiek, tam jak cień za nim sunie męka jego.
Różne myśli nie opuszczały mnie przez cały czas, gdym powracał do hotelu, pożegnawszy nareszcie swego przewodnika.
Ta ulica przepełniona kobietami, te barłogi i spelunki, te szczelnie zamknięte domki, gdzie się odbywają barbarzyńskie orgje, które przetrwały wieki, są ogniskami pociągającemi ku sobie setki szukających rozrywki i wytchnienia, ubogich, ciemnych nomadów; tu panują choroby wszelkiego rodzaju, sztuczne podniecenie i obłędne ekstazy. Wydawało mi się, że gorący samum przyniósł z rozpalonej pustyni nieznane zarazki i rzucił je w krew i mózg tubylców, przepełniających miejsca rozrywek tego Babilonu Sahary.
Zrozumiałem teraz, dlaczego Berberowie północnej Sahary i Tuaregowie, przecinający na swoich „mehari“ serce Sahary, a tak wytrwali na męki głodu, pragnienia i znużenia, wymierają szybko, spalani przez te płomienne zarazki, ciągnące ich i niszczące w wertepach większych osad z Biskrą na czele.
Zrozumiałem też, dlaczego nomady spostrzegłszy, że wicher zaczyna szarpać i podnosić szaro-żółte grzywy piaszczystych pagórków, zawiązują sobie usta płachtami i szepcą słowna modlitwy; widzą bowiem, w tych trąbach piasku, w tych widmach chwiejnych a chyżych, czeredy i hufce „pląsających dżinnów.“
Te „dzinny“ zakraść się mogą do duszy i serca koczownika, zabić go nieznanemi chorobami lub obłędem, a ten rzuci go w stronę, gdzie jeździec nie spotka żadnej studni lub źródła, przez samą naturę