Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to stary zwyczaj przechowany z tych jeszcze czasów, kiedy nietylko Berberowie Sahary Północnej, ale nawet Tuaregowie posiadali wytrzymałą na pragnienie rasę końską; obecnie znikła ona prawie zupełnie i została zastąpiona przez wielbłądy zwykłe — dla wożenia ciężarów i „mehari“ — dla szybkiej jazdy.
Wieczór spędziłem w dzielnicy berberyjskiej.
Niezwykłe ożywienie, prawie zgiełk, panowały na wąskich uliczkach i zaułkach, załamujących się śród niskich, jednopiętrowych domków, odkrytych kawiarni i fonduków. Przechodząc jedną ulicą, zauważyłem, że wszystkie domy były zamieszkałe przez kobiety tubylcze. Żadna nie miała twarzy zasłoniętej, ani burnusa na sobie, ukrywającego kształty, natomiast wszystkie były bardzo wyraźnie tatuowane, nietylko na twarzy i na dłoniach, lecz nawet na szyjach, gdzie tatuowanie tworzyło bardzo misterny rysunek kolji.
Kobiety chodziły po oświetlonej ulicy grupami, siedziały na progach swoich izb, śpiewały, paliły papierosy i „kif“ i wyzywającym, lecz pogardliwym wzrokiem przyglądały się przechodniom; wszystkie miały twarze umalowane, czarne, szerokie brwi były połączone farbą w jeden łuk.
Podczernione oczy, wykarminowane usta, dłonie i stopy zabarwione na czerwono henną i nieraz tą farbą na rudo wymalowane włosy, spotykałem u tych kobiet na każdym kroku.
Cała galerja szat — od najprostszych granatowych koszul nomadek Sahary, do teatralnych, prawie królewskich szat tancerek ze szczepu Uled-Nail, ruchome muzeum afrykańskich klejnotów, noszonych przez różne plemiona — z najodleglejszych epok, a zdradzających wyraźne ślady sztuki fenicyjskiej, bizantyjskiej i pierwotnych wzorów murzyńskich; zbiorowisko typów, i być może ras, — mieszanina języków i gwar, — wszystko to można było oglądać w tej dzielnicy, pociągającej ku sobie bogatych rolników berberyjskich,