Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mogłem dostać ani gorącej kawy, ani zimnego piwa.
Poco pić takie rzeczy, gdy tu dokoła tyle wody!? — tak z pewnością myślał ten miły pan.
W okolicach Tolga położone są błotniste stawy El Bahir; tubylcy zrzadka łapią w nich pewien gatunek sumów — Clarias lazera, rybę tę w Afryce znaleziono tylko w południowym Nilu i w jeziorze Czad, lecz nie wykryto jej w żadnym basenie północnej strefy Afryki.
Za Tolga znowu nuży wzrok pustynia, aż zaczynają się góry, do połowy zasypane kurhanami piasków, które przyniósł Samum z Sahary. Gdzieniegdzie tkwią czarne namioty nomadów i suną, jak klucz żórawi, wielbłądy.
Auto okrąża góry i nagle na skraju pustyni, przed wysokiemi barwnemi szczytami, widzę ciemną ścianę olbrzymiej oazy, a nad nią strzelający do nieba biały minaret, białe mury...
To — Biskra!
Perła Sahary, perła w oprawie złota pustyni i emalji z barwnych skał Bu-Rzel i Zab.
Podjeżdżam do Babilonu Sahary...