Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


barw nie mogli dokończyć dzieła zniszczenia i rabunku!
A więc Kartagina nie jest legendą! Można tu odnaleźć nawet miejsca, opisane przez Wergiljusza, a wtedy, doprawdy, z wielką niechęcią słucha się sceptycznych uwag historyków, że Didona jest postacią mitologiczną, że jest ona niczem innem tylko ucieleśnieniem bogini Astarty, przywiezionej tu z jej ojczyzny — Fenicji, gdzie ktoś, może kasta kapłańska, ratował ten kult, zagrożony przez kapłanów innych wierzeń, napływających z Egiptu lub Assyro-Babilonji, że Kartagina była zwykłą kolonją przedsiębiorczych Fenicjan itp.
Nie chcę o tem myśleć, bo widzę wtedy smutne, zniechęcone oblicze mego boskiego przewodnika — Wergiljusza, a myśl moja, mimowoli zadaje pytanie, dlaczego ze wszystkich kolonij tylko Kartagina doszła do takiego rozkwitu? Co spowodowało niezwykły rozwój tego miasta? Dlaczego sławą rozbrzmiewało imię Kartaginy w świecie ówczesnym? Co pociągało ku niej zaborczą myśl polityczną, przedsiębiorczość obcą i marzenia poetów?
Chcę myśleć, że była to właśnie Didona tragiczna i piękna, że był to kult tajemniczej i zawoalowanej Astarty, krwawej, lubieżnej Tanit, ekstatyczne orgje, wyrafinowany smak wydelikaconych wschodnich bogaczy, po których prawie nie pozostało broni i narzędzi ordynarnej pracy, lecz zato piękne wazy szklane, metalowe klejnoty, wspaniałe sarkofagi, wyobrażające skrzydlate kobiety, które posłużyły jako wzór dla bizantyjskich ikonografów, — kolumny, posągi i wszystko to, czego dotknęła ożywcza ręka sztuki.
Gdym oglądał Kartaginę, moi ciceroni — Wergiljusz i Boissier — kilka razy prowadzili mnie do muzeum, abym obejrzał to, co znaleziono w tem lub innem miejscu, oglądanem przez nas.
Trzy szeregi potężnych murów otaczało Kartaginę; trzeci z nich był wysoki na ośmnaście metrów,