Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy syn im się urodził, przynieśli go przed ołtarz i oddali pod opiekę bogowi słońca, błagając o jego łaskę dla dziecka miłości, składając u stóp posągu wiązankę białych kwiatów.
I nagle wszystko runęło w chwili, gdy przybył posłaniec z listem Cezara.
Pozostawszy z żoną, Marek rzekł:
— Gastar, umiłowana moja! Teraz nie wiem, co czeka mnie w życiu. Imperator gniewem zapłonął przeciwko mnie, odczytawszy mój list z prośbą o nadanie tobie praw obywatelki rzymskiej i dziedzicznej wolności patrycjuszowskiej — naszemu synowi. Nic ci już teraz obiecać nie mogę! Jutro, spełniając rozkaz Antonina, muszę jechać do Tebessy. Nie mogę żądać od ciebie, abyś towarzyszyła mi. Weź wszystko, co jest w tym domu i powracaj do namiotów ojca twego i myśl o mnie. Życie jest surowe i nielitościwe. Ono odrywa serce moje od twego serca...
Berberka wstała i, położywszy ręce na ramiona Marka, szepnęła:
— Tyś pan mój, jam niewolnica twoja...
Powiedziała te słowa z taką samą prostotą i ze wzruszeniem, jak wtedy, gdy poraz pierwszy w bitwie spotkały się ich oczy. Dopiero po chwili poprawiła się przypomniawszy sobie wzniosłe słowa rzymskiej matrony:
— Gdzie ty, Kaju, — tam ja — żona Kaja...
Nazajutrz Marek Emiljusz, niedawny „dux superior“ całej Maurytanji, zdążał na czele ładowanych wozów i karocy, w której była jego żona i dziecko, — ku Tebessie“...
Van Duynen umilkł, zapatrzony w dal. Cisza panowała dokoła. Z lekkim szmerem biegały po płytach kamieni chyże zielone i czerwone jaszczurki; w mroku ruin cykały nietoperze, oczekujące, aż słońce zupełnie zapadnie za dalekie góry; kwilił mały sokolik, wyglądający zdobyczy w trawie.
Przerwałem milczenie.