Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzymianie założyli tu przed wiekami posterunek wojenny, broniony przez słynnych łuczników azjatyckich, których część obsługiwała zawsze cyrki, zaganiając strzałami dzikie zwierzęta do ich klatek po skończonem widowisku. Od czasów rzymskich pozostał tu stary most, już znacznie zmieniony, gdyż pracowała nad nim niejedna nielitościwa ręka architektów późniejszych.
Osada tubylcza, składająca się z kilku drobnych wiosek, przylega bezpośrednio do oazy, do wspaniałego lasu palm daktylowych, rosnącego tuż u stóp górskiego grzbietu, tylko w jednem miejscu przerwanym wąwozem z płynącą w nim rzeką El-Kantara, a prowadzącym dalej na północ.
Arabowie twierdzą, że na szczytach tego górskiego grzbietu mieści się „cmentarz chmur, brzemiennych deszczem“.
E. Reclus w swojej „Geografji“ powtarza gadkę ludową, że północna część górskiego grzbietu El-Kantara jest czarna, koloru deszczowych chmur, przeciwległe zaś spadki są różowe — barwy dobrej pogody.
Przy tem naturalnem wyjściu z północnych obszarów Algierji na Saharę Francuzi tak, jak niegdyś Rzymianie, mają swój posterunek wojenny.
Droga wiedzie dalej przez miejscowości uprawne, gdzie spotkać można doskonałe plantacje Francuzów i Hiszpanów i całe skały soli kamiennej, — w niektórych miejscach w glebie, obfitującej w glinę i sole wapienne, dają się zauważyć potężne ślady działania wody. Głębokie wąwozy, zupełnie prawie ciemne na dnie, zbiegają z płaszczyzny ku łożyskom rzeki Tilatu i innych.
Wydać się może, że jakiś olbrzym uderzeniem miecza rozsadził pierś ziemi. W tych głębokich wąwozach na dnie panuje mrok i wilgoć i niedaleko od osady Mac-Mahon spotkałem w nich dość rzadkich mieszkańców tych szerokości — żaby i gniazdo sowie, pełne jaj.