Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ V.
TAM, GDZIE SIĘ BŁĄKAJĄ CIENIE DAWNYCH WŁADCÓW.
Exegi monementum aere per ennius.

Ze swojej wycieczki po Saharze powróciłem do Biskry, roześmianej, śpiewającej, rozbrzmiewającej muzyką i odgłosami tańców, handlującej i hałaśliwej, i, spędziwszy tu noc, wczesnym rankiem ruszyłem dalej, mając na najbliższym etapie — miasto Konstantynę.
Droga przechodzi przez grzbiet Bu-Rzel, za którym zaczyna się dość duża równina o charakterze stepowym, przecięta licznemi śladami burzącej działalności potoków wód atmosferycznych. Jest to równina El-Utaya, gdzie zabiłem gazelę, o której pisałem przedtem. Droga przecina cały szereg grzbietów górskich, przechodzi malowniczemi wąwozami, aż nareszcie dobiega do „Ust Sahary“, jak Arabowie nazywają wąskie łożysko rzeki El-Kantara, otoczone ze wszech stron skalistemi górami.
Przed wejściem do czeluści tego wąwozu ciągnie się na znacznej przestrzeni wielka oaza El-Kantara; przebywszy wąwóz, wjeżdżamy do małej mięszanej osady, noszącej tę samą nazwę, z kilku domkami francuskiemi i tubylczemi. Oaza i duża tubylcza osada El-Kantara były znane oddawna Rzymianom. Mieli oni tu swoją fortecę Calceus Herculis, nazwa, związana mitem, że Herkules uderzeniem nogi przebił przejście przez otaczające góry.