Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zostaje we mgle. Nie mają czasu na rozmyślanie o niem!
Yes! To — prawda! — zgodził się Joe Leyston.
— Jaki groźny obraz namalował przed nami Alfred! — szepnęła Manon. — Znowu majaczy widmo wojny!
Małachowski wzruszył ramionami i odpowiedział:
— Arystoteles określił człowieka, nazywając go „wzorem bezsilności, łupem czasu, zabawką losu, obrazem niestateczności, miarą zawiści i klęski.“
— Niepochlebne zdanie! — wykrzyknął Wilson.
— A czyż nie trafne? — zapytał Alfred.
Yes! Indeed! — potwierdził Joe. — Więc jak to brzmi?
Małachowski powtórzył.
All right! — zawołał Joe Leyston, zapisując słowa Arystotelesa.
— Ten pan nie był zbytnio wygórowanego zdania o ludziach! — zaśmiała się Manon.
— Niezawodnie! — odparł Alfred. — Ale niech każdy z nas przypomni sobie własne życie i odpowie, czy nigdy nie był wzorem bezsilności, zabawką losu i obrazem niestateczności?
— Z pewnością! — rzekł Hans, kiwając głową.
— Mądry był ten starożytny gentleman! — zakończył rozmowę Roy, widząc, że towarzystwo opuszcza kawiarnię.
Wkrótce, odprowadziwszy Manon de Chevalier na ulicę de Candolle, przyjaciele rozeszli się w różne strony.


ROZDZIAŁ XXII.

W kilka dni po zebraniu w willi „Róża,“ Joe Leyston, skończywszy pracę w komisji, wstąpił do czytelni Ligi.
Znalazł tu Hansa, zajętego rozmową z Małachowskim, i otoczonego obłokiem dymu Roya Wilsona, z oburzeniem przeglądającego dzienniki.
Anglik powitał przyjaciół i zaprosił ich do poczekalni.
— Mam pewien pomysł! — rzekł. — Duża grupa delegatów Ligi i innych cudzoziemców projektuje wy-