Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Polnischer Hund!
Janek drgnął. Coś rzuciło go w stronę Hansa. Zajrzał w rybie oczy kolegi, i, nic nic mówiąc, trzasnął go w policzek, aż rozległo się w klasie.
Hans ryknął płaczem. Janek przeżywał ciężkie chwile w oczekiwaniu surowej kary. Lekcja się skończyła. Nauczyciel zeszedł z katedry, przetarł okulary, co było oznaką powagi chwili, i rzekł:
— Jan Bogusiński uderzył Hansa Brucknera w twarz. To bardzo źle! Lecz ja nie mogę ukarać Bogusińskiego, gdyż Bruckner pierwszy go obraził. Wyraźnie słyszałem, co Bruckner powiedział. Jesteście mężczyznami, musicie załatwić tę sprawę sami, czy teraz, czy wtedy, kiedy będziecie dorosłymi.
Nauczyciel wyszedł z klasy. Janek wstał i przygotował się do bójki, lecz Hans płakał gorzkiemi, bezsilnemi łzami.
— Niemcy nie są wcale odważni! — pomyślał Janek, z politowaniem patrząc na drgające od łkań plecy Hansa...

II.

Przypomniał sobie Janek swoje zdanie o Niemcach w roku 1918, kiedy w Warszawie i innych miastach do kresu dochodziła potęga Niemców, trzymających w swojem ręku Polskę. Od skautów-kolegów,