Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na placu gry w piłkę nożną, dowiedział się Janek, że już się tworzą małe partje, które, tylko patrzeć, jak się rzucą na Niemców i zaczną ich rozbrajać. Natychmiast wyprosił u matki kilkanaście marek niemieckich i kupił u Żyda za Żelazną Bramą stary, zardzewiały rewolwer. Nabojów do niego żyd nie miał, czy nie chciał sprzedać, a gdy Janek odchodził, kupiec szepnął, trwożnie się oglądając:
— Nu! Kawaler nie u mnie kupował tę zabawkę, bo ja tem nie handluję. Niech kawaler pamięta!
Janek był niezmiernie zadowolony, że nabył broń. Wyczyścił starannie rewolwer, od kolegi dostał trochę prochu i parę kawałków ołowiu i sam sporządził kilka naboi.
Pewnego dnia, siedząc z mateńką, usłyszał krzyki i gwizd andrusów ulicznych. Wyjrzawszy przez okno, zobaczyli, że tłum otoczył kilku niemieckich żołnierzy i rozbraja ich.
Jakby wiatrem wymiotło Janka z pokoju.
Porwał za swój rewolwer, wsunął go do kieszeni kurteczki i wybiegł na ulicę.
Nie zatrzymując się, doszedł aż do Mokotowa, gdzie stało sporo oddziałów niemieckich.
Po drodze, około kolejki wilanowskiej, spotkał jakiegoś grubego, rudego niemieckiego oficera, który miał przy sobie rewolwer w drewnianej