Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i wreszcie z wiarą, że wrócę. Jeżeli będzie inaczej, to tak widocznie było sądzone. Kochałem zawsze życie, bądźcie więc pewni, że nie po śmierć idę, szedłem po życie, bo wolność jest życiem. Jeszcze o jedno przebaczenie proszę. W listach swych całej prawdy wam nie pisałem. Od 11 listopada 1914 jestem w okopach pierwszej linji, gdzie byłem ranny. Coprawda, byłem dotychczas w miejscu spokojnem, ale dziś w nocy lub jutro rano idziemy do ataku w nowym, gorszym odcinku. Jesteśmy teraz w miejscu niebezpiecznem i ważnem, więc chciałem przed pójściem do ataku, chociaż listownie Was i zdala uściskać w myśli, Was, których kocham nad życie. Bądźcie szczęśliwi! Żegnajcie i przebaczcie mi, moi wy drodzy! Niech żyje Polska!

Wasz
Janek.“


II.

Od chwili napisania tego listu, młody oficer „le brillant Jean“, nie mógł się uwolnić od ciężkiego, przygnębiającego przeczucia śmierci. Chciał kilkakrotnie przyśpieszyć koniec, zaglądał do otworów w okopie, wysuwał się nad parapet. Kule leciały chmurami, lecz żadna go nie dosięgła. Z krwawych ataków wychodził nawet bez draśnięcia.