Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wieki miłą, drogą twarz. Łapała siebie na tem uczuciu i wzdrygała się cała, kurczowo zaciskając palce.
Z frontu tymczasem zaczęły przychodzić uspokajające wieści. Po Warszawie krążyły pogłoski, że wróg zatrzymał się w odległości 40 kilometrów od stolicy Polski i nie ma sił i odwagi ruszyć dalej. Pułk po dawnemu był zajęty wojskowemi ćwiczeniami i nieskończonem oczekiwaniem nadejścia karabinów, bagnetów, ładunków, plecaków, narzędzi szańcowych i innego zaopatrzenia bojowego.
Porucznik, dowódca bataljonu, udzielił Lolusiowi urlopu na trzy dni, ponieważ Muchna chciała, aby Loluś był na imieninach babci, u której zbierała się zwykle w tym dniu cała rodzina, i aby prosił ją o błogosławieństwo.
Gdy Loluś z matką przybyli do Nieszawy, zastali tam wielki ruch. Bolszewickie wojska zachodziły z boku na Włocławek i Nieszawę i w obydwóch tych spokojnych od niepamiętnych czasów mieścinach zapachniało wojną. Ogłoszono tu zaciąg ochotników, a młodzież obywatelska, robotnicza i włościańska garnęła się ochoczo pod młode, nie znające jeszcze ognia bojowego sztandary coraz to nowych pułków.
Właśnie spora garść ochotników miała w dniu imienin babci Lolusia wyruszyć do Włocławka, do