Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i konia leżących w zaroślach. Był to Strzelecki. Leżał z twarzą spokojną i poważną. Jak zwykle, gdy spał, miał rękę, założoną pod głowę.
Sanitarjusz pochylił się niżej nad leżącym i poświecił latarką. Na piersi czerniała duża plama.
Była to krew z przebitego kulą serca.
Serce to należało do młodzieńca, pełnego hartu ducha, odwagi i miłości do ziemi i ludu, szczerego i dzielnego żołnierza, który z taką głęboką wiarą, często powtarzał

„Patrzcie na chmury w górze,
„Jaka z nich tęcza wykwita!
„Przejdą pioruny i burze,
„Jutro nas słońce powita...“