Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Rozkaz! — odpowiedział urzędowo młodzieniec, jak zawsze, gdy o służbę chodziło.
W pół godziny później, oddział tatarski z gołemi szablami pędził już do ataku przez łąki i niewysokie zarośla wierzb, na bolszewików. W pierwszym szeregu był ten, który mógł dać wiele, a więc wiele od niego żądano — podporucznik Stanisław Strzelecki. Szarża była prowadzona z takim impetem i zacięciem, że bolszewicy w popłochu zaczęli się wymykać ze wsi i skupiać się tłumnie i bezładnie na brzegu rzeki. Tylko mały oddział czerwonych kozaków, zsiadłszy z koni, dał salwę do nadbiegającej jazdy polskiej, lecz stratowano kozaków końmi i zrąbano szablami.
Nadbiegły inne polskie oddziały, wraz z Tatarami zepchnęły Moskali do rzeki i zdobyły wieś.
Gdy wszystko było skończone a major Ocetkiewicz odbierał raporty od oficerów, dowodzących kompanjami, które brały udział w bitwie, brakowało tylko podporucznika Strzeleckiego.
— Gdzie jest Strzelecki? — zapytał zaniepokojony dowódca.
Nikt jednak nie mógł odpowiedzieć na to pytanie. Nigdzie w obozie nie znaleziono oficera. Major rozkazał szukać go na polu bitwy.
Późno w nocy sanitarjusz spostrzegł postać ludz-