Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/145

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    kobieta zastawiła na stole obfitą wieczerzę, jakby dla najdroższych gości.
    Powtarzało się to prawie codziennie, bo matki-wieśniaczki odczuwały goniące za młodocianymi żołnierzykami trwożne, bolesne myśli ich matek i uwijały się około chłopiąt, karmiąc je, pojąc mlekiem, pieszcząc po zwichrzonych włosach, a czasem po nocach ukradkiem zaszywając podarte ich ubrania.
    Tak było i teraz. We wszystkich chałupach krzątały się wieśniaczki, wzdychały z rozczuleniem, lub przez łzy śmiały się z żartów, dowcipów i figli zbrojnych dzieci.
    Poważny Grzesiak słyszał odpowiedź oficera na zwątpienia wieśniaków, więc, gdy wszyscy weszli do chałupy sąsiada, wziął czapkę i skierował się do drzwi.
    — Posiedzielibyście, sąsiedzie, i posłuchalibyście pana oficjera! — zawołał gospodarz.
    — Pójdę już, spojrzę, czy tam u mnie baba należycie ugaszcza naszych żołnierzy! — odparł i wyszedł.

    II.

    W chałupie Grzesiaka siedziało przy stole pięciu żołnierzy. Najstarszy mógł mieć lat 17. Był to mały, krępy brunet o pucołowatej twarzy i weso-