Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Panowie pozwolą przedstawić sobie pana Tomasza Pawłowicza, mego przyjaciela i wytrwałego pomocnika w naszych sprawach.
Przybyły, uścinąwszy dłonie obecnych, zasiadł za stołem i jął opowiadać, że drugi korpus generała Dowbór-Muśnickiego już się zorganizował i że Polacy miejscowi muszą się utrzymać do przyjścia wojsk polskich, na których czele przyjdzie do Mohylowa pułk ułanów Krechowieckich, że polskie organizacje wojskowe i skauci wszędzie są już w pogotowiu i czekają tylko sygnału i wiadomości o stanie organizacji w ziemi Mohylowskiej, że bolszewicy z czerwonej armji i z chłopów białoruskich, rozagitowanych przez Sowiety, wietrzą wszędzie, przeczuwając jakieś plany Polaków. Wilk wymienił też kilka nazwisk osób podejrzanych o szpiegostwo i poinformował zgromadzenie co do istniejących haseł tajnych, używanych śród Polaków na Białej Rusi i Litwie.
Długo trwało posiedzenie w domu księdza Światopełk-Mirskiego, gdy nagle usłyszano głośną rozmowę w przedpokoju, jakieś szamotanie się i białoruskie przekleństwa, poczem drzwi do sali gwałtownie się otworzyły i wdarł się chłop, który przywiózł Wilka.
— Panoczku! — zawołał. — Ja i chudoba moja