Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


błyszczały dziwnie, a wtedy właśnie prowadził naszą szalandę na największy prąd lub na kamienie.
Nie myślę, żeby „admirał“ miał zamiar utopić „niewiernych“, raczej — był on nałogowcem. Raz przyłapałem go, gdy nabijał sobie nos drobnym szarym proszkiem. Znam go z Maroka i Algeru. Jest to „kif“, czyli haszysz arabskiej fabrykacji. Upaja to i pozbawia przytomności.
Jeśli administracja francuska nie pozbawi „daudy“ tytułu pilota, wtedy niema wątpliwości, że zczasem uda mu się utopić „Djenné“ i „Sikasso“ — te dwie miłe szalandy, któremi płynęliśmy Nigrem.
Jednak podróż ta była bardzo interesująca i przyjemna, co oceniła należycie nawet nasza piąta towarzyszka podróży, szympansica „Kaśka“, która urosła i nabrała wielkiej odwagi żeglarskiej, co jej się przyda, gdy popłynie oceanem do Europy.
Niger wnet za Kurussą staje się znacznie szerszy i w wielu miejscach, chociaż to jest pora sucha, ma więcej od kilometra od brzegu do brzegu. Dolinę rzeki obliczyć można na kilka kilometrów, wyraźnie odznaczoną urwistemi brzegami, uciętemi przez prąd w miękkich, osypujących się pokładach geologicznych, oraz drzewami o korzeniach, podmywanych przez rzekę, i o pochylonych, żałośnie opadających konarach. W wielu miejscach Niger tworzy całe archipelagi większych i mniejszych wysepek, a wtedy rozbija się na oddzielne odnogi i łożyska.
Olbrzymie ławice piaszczyste, nagie, żółte mielizny