Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na północnych stokach gór rośnie wysoka, pożywna trawa i krzaki jaśminu oraz pięknie kwitnące koralowemi kwiatami krzewy. W tej bujnej trawie pasą się wcale pokaźne żółte krowy i byki, przebiegają małe, czerwonawobrunatne antylopy i całe stada „zielonych“ małp o dziwacznie długich ogonach.
Nasz aparat kinematograficzny podpatrzył kilka scen z życia małp, ale na widok karabinów małpy zemknęły szybko i ukryły się w gąszczu krzaków. Są to małpy małe, niszczące plantacje bananów i manjoku, lecz mniej szkodliwe od genonów — dużych, szarorudych małp o wydłużonych psich pyskach, lub od jeszcze większych „czerwonych“ małp, o gęstem ciemnobrunatnem owłosieniu ciała (Cercopithecus patas). Widzieliśmy je z pociągu pomiędzy Kindją a Mamu. Wskakiwały na drzewa i z wściekłością szczekały i warczały, potrząsając grubemi gąłęziami. Te małpy, podobno, atakują całemi stadami samotnych przechodniów i napadają nawet na lamparta, który nieraz pada pod setkami ciosów zajadłych zapaśników.
W drodze zatrzymaliśmy się na krótki wypoczynek u miejscowego „króla“ — Kierna Sulemana w wiosce Bomboli, gdzie nas przyjęto bardzo uprzejmie, częstowano bananami i różnemi napojami. Z Kierna Sulemanem poznałem się jeszcze w Konakrze, gdzie był obecny podczas uroczystego powitania bardzo przez tubylców poważanego gubernatora — p. Poireta.
Moja żona, zobaczywszy „koro“, czyli gitarę o 21 strunach, nie mogła się oprzeć chęci zagrania na swoich skrzypcach i zaczęła akompanjować czarnemu muzykan-