Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie miały nic pilnego do roboty, nikt się nad niemi nie znęcał…
Mimo to nie wywarły na nas te kobiety dobrego wrażenia, nie wzbudziły litości. Były to typy dzikie, zupełnie zwierzęce, zbrodnicze i ciemne.
Wśród aresztantów wyróżniają się rysami twarzy, dostojnemi ruchami, dumną, spokojną mową tubylcy rasy Fulah.
— Jesteśmy wychodźcami z Egiptu, — mówią z dumą, — lecz praojcowie nasi przyszli do Egiptu ze Wschodu, mówią, że z Indyj. Należymy do szczepu królewskiego!
Tak twierdzą Fulah i z pogardą spoglądają na innych więźniów ze szczepów Bobo, Sussu, Malinke, których przewyższają inteligencją i jakąś szlachetnością zewnętrzną, fizyczną. Fulah — są to myśliwi, przebiegający całą „brousse“. Są postrachem dla lwów i panter ci wojownicy, którzy nieraz krwią zalewali obszary, należące do innych szczepów murzyńskich.
Przygotowując się do dalszej wyprawy do dolnej Gwinei, spędziliśmy kilka dni w Konakrze, zwiedzając to może jedyne na świecie miasto, gdzie niema biedaków, żebraków i nędzarzy. Ludzie pracują tu uporczywie a mądrze, szybko dochodzą do znacznych fortun i odjeżdżają do Francji, pozostawiając na swych plantacjach i w swoich przedsiębiorstwach innych ludzi, przechodzących tę prawdziwą szkołę przedsiębiorczości i energji. Co dwa lata urzędnicy i przemysłowcy porzucają kolonję na kilka miesięcy i wypoczywają zdala od ognistego, pełnego wilgoci klimatu Gwinei — we