Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co za różnica! Tam — białych ludzi, swoich rodaków, rząd carski traktował jak dzikie zwierzęta, jak istoty bezprawne, które obrazić, pohańbić, a nawet zabić mógł każdy z żołdaków licznej straży więziennej; tu — ludzi, prawie pierwotnych, traktuje się życzliwie i sprawiedliwie, starając się, aby zrozumieli, że są ludźmi.
Gdyby rosyjskich więźniów kryminalnych wsadzono do więzienia na Tamarze, w przeciągu godziny poderznęliby oni gardła administracji, straży i nam — przypadkowym gościom wyspy. Ten murek, otaczający więzienie, te zamknięte cele — nie byłyby dla aresztantów rosyjskich trwalsze od papieru, i w każdej chwili zbrodniarze sachalińscy potrafiliby z nich wyjść na wolność. Tu zaś ci „straszliwi czarni więźniowie“ spokojnie czekali na koniec terminu swej kary.
Na uboczu od więzienia, w lesie, za płotem z liści palmowych wznoszą się dachy kilku trzcinowych chat.
Jest to więzienie, gdzie mieszczą się „kobiety-pantery“.
Dwanaście kobiet mieszka tu, a wszystkie skazane są na więzienie za ludożerstwo, ponieważ zjadły swoje własne dzieci. Okropna, ale też dziwna zbrodnia! Rozpytywaliśmy o jej przyczynę. Okazało się, że te kobiety są pogankami i działały pod wpływem czarownic, być może — w celach rytualnych, być może — pod wpływem hipnozy lub histerji, być może — z głodu.
Nie rozumiały one, za co właściwie je skazano, a nawet myślały, że spotkała je nagroda bóstwa za spełnienie woli czarownic, bo oto mają dach nad głową, ubranie i pożywienie aż trzy razy na dzień za darmo,