Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A jednak przejście było!
Były niem laguny…
Bingerville i Abidżan stoją na brzegach tych oderwanych od morza zatok, ciągnących się równolegle z brzegiem oceanu.
Laguny są częścią jego, odciętą przed wiekami i oddzieloną wydmami piasku, poczęści już zarośniętemi dżunglą.
Piękne te laguny — głębokie, lazurowe, spokojne spokojem umierania, otoczone ciemnozielonym wieńcem lasów palmowych!
Nieruchomą, szmaragdową lub turkusową powierzchnią ich suną pirogi murzynów-rybaków, znaczące swój bieg srebrnemi skazami na zwierciadle laguny.
W tem zwierciadle przeglądają się barwne, poszarpane skały północnego brzegu, wierzchołki pierzastych palm i korony ogromnych mahoni. Nad laguną szybuje wspaniały biało-czarny orzeł, wypatrując zdobycz.
Cisza, niczem nie zmącona, panuje tu wszechwładnie. Zdaje się, że tu jest królestwo śmierci i tylko zmienne barwy wody i obłoków zdradzają ruch i życie…
A tam, o jakie dwa kilometry dalej, bije w piaszczysty brzeg potężną, pienną falą ocean, nigdy nie znający spokoju, wytchnienia i jarzma.
Nieugięty, wolny śpiewa on swoją nigdy nie milknącą pieśń bojową, wścieka się lub raduje radością tytana…
Tu na nas czekał duży okręt „Czad“, płynący do Bordeaux, do Europy.