Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


o dwa kroki nie można dojrzeć ani antylopy, ani zaczajonego drapieżnika, lecz brnie dalej, bo wie, że gdzieś tam na południu tubylcy szczepu Sussu zaczęli już wypalać dżunglę, a na oczyszczonej od zarośli ziemi wybijają się nowe pędy roślin, do których dążą antylopy, bawoły, dziki o potwornych głowach i kłach, a za niem — władca dżungli płowy lew i jego współzawodnik — podstępny, plamisty lampart, nazywany przez kolonistów — panterą.
W gąszczu dżungli tu i owdzie spotykamy legowiska różnych zwierząt, lecz same one już dały nura do tego oceanu traw i krzaków. Otrzymaliśmy nieścisłe wskazówki. Dżungli jeszcze nigdzie nie tknął ogień.