Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Drugiem takim zwierzęciem jest lwica.
Tak — lwica, nie lew! Bo gdy lew ucieka w chwili zranienia lwicy, ta atakuje człowieka, gdy kula dosięgnie jej małżonka. Inne zwierzęta w razie grożącego niebezpieczeństwa uciekają, myśląc tylko o własnem ocaleniu.
Nie wspomniałem jeszcze o szympansach, lecz tych prawie że nie uważam za zwierzęta. Ten czarny ludek nie lubi wojny, lecz, zaczepiony, odważnie staje ramię przy ramieniu w obronie współrodaków i młodzieży. Jest to szlachetny, rycerski ludek małpi! Ludzie nieraz mogliby nie bez korzyści dla siebie wzorować się na nim.
Szatanem-kusicielem moim, który namówił mnie do zwiedzenia wybrzeża Kości Słoniowej, był książe de Croy. Wskazał on mi nawet miejsce, gdzie nietrudno o słonie.
Jest to, jak już pisałem, obwód Buafle-Sinfra-Daloa. Byłem tam, prowadzony przez najsłynniejszego w Afryce francuskiej myśliwego, p. M. Burgera i jego strzelca-murzyna Konana, o którym wspominałem już poprzednio. Lecz na sawannie, gdzie książe de Croy spotkał słonie, ja ich nie znalazłem, gdyż ze wskazanych na początku tego listu przyczyn wychodzą w tym okresie na równinę tylko rzadko, znajdując dla siebie dość pożywienia w lasach i czekając, aż dojrzeją kukurydza, proso, manjok i orzechy palmowe.
Chociaż niewdzięcznem i ryzykownem zadaniem jest poszukiwanie słoni i polowanie na nie w lesie, jednego poranku ruszyliśmy z p. Burgerem i Konanem w stronę Sinfra.
Mieszkańcy małej wioski, odległej od osady o jakieś