Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uważany jako fetysz; takim fetyszem pozostaje do naszych czasów zielony nefryt, o ile znajduje się w nim czarna plama, konturami swemi przypominająca kształty smoka; kwiat lotosu był fetyszem hinduskim, bo przypominał formą swoją słońce.
Każdy fetysz mieści w sobie ducha pewnej tajemniczej potęgi lub duchy przodków.
We wsiach szczepu Lobi, zamieszkałego na pograniczu kolonji Wysokiej Wolty, wybrzeża Kości Słoniowej i Złotego Brzegu, widziałem przed domem czarownika trzy fetysze w postaci stożkowatych, czarnych słupów z namalowanemi białą farbą plamami zamiast oczu, ust i nosa. Jeden z tych fetyszów był duchem chorób, drugi — wody, padającej z chmur, trzeci — Sorokaté, duchem potęgi rozrodczej i śmierć niosącej.
Posiadam w zbiorach swoich bardzo stare fetysze, pochodzące z Gwinei z XVI stulecia, ulepione z gliny i mączki laterytowej; są to całkowite „prymitywy“, bardzo podobne do prac „najnowszych“ rzeźbiarzy, poszukujących piękna prawdy w psychice ludzi jaskiniowych; mam wreszcie współczesne „gri-gri“, czyli fetysze, rzeźbione z drzewa, a wszystkie mają kształty ludzkie, w których odróżnić nawet można płeć ducha tej lub owej potęgi.
Przedmioty, otoczone religijną czcią, lecz nie posiadające ludzkich kształtów, nie są fetyszami. Są to amulety, czyli „porte-bonheurs“, którym czarownicy, stosując zaklęcia i tajemnicze, magiczne praktyki, nadali siłę dopomagania ich właścicielom i opieki nad nimi,