Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rudawe zabarwienie. Ten „czerwony“ lampart jest uważany jako bardziej drapieżny i niebezpieczny nawet dla ludzi.
Powracam jednak do krokodyli. Na wystających z wody kamieniach i na błotnistych, porosłych trawą brzegach rzeki uprawiają południową siestę krokodyle. Rzadko tu spotkać można duże okazy, gdyż wystraszyły je kursujące w sezonie dużej wody statki, a także tubylcze żaglowce, szalandy, pełne plusku drągów, któremi popędzają murzyni swoje łodzie, oraz hałasu i krzyku, tak zwykłego dla czarnych obywateli Sudanu.
Widziałem w ciągu naszej żeglugi na Nigrze trzy krokodyle. Dwa były małe, dochodzące do dwóch metrów, trzeci znacznie większy, bo liczył od 3 1/2 do 4 metrów.
Strzeliłem do jednego małego w chwili, gdy już wchodził do wody, śrutem N. 4 z dubeltówki Coxvell and Harrison. Woda zabarwiła się krwią tego płaza, on zaś, bijąc ogonem, miotał się przez kilka sekund, aż dał nura.
Potem strzeliłem do dużego krokodyla. Widziałem go zdaleka, leżącego na kamieniach, lecz gdy kazałem majtkom szalandy nie pluskać swemi wiosłami, zaczęli na głos krzyczeć, powtarzając jeden drugiemu mój rozkaz. Potwór, leżący na gorących kamieniach, szybko zsunął się do wody, lecz po chwili wynurzył łeb, badając sytuację. Wtedy właśnie wypuściłem kulę z ekspresu Leuego. Trafiłem krokodyla, bo długo miotał się, wyrzucając na powierzchnię rzeki całe ciało, wściekle bił ogonem po wodzie, aż wreszcie zanurzył się i, chociaż