Strona:F. A. Ossendowski - Tajemnica płonącego samolotu.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Espada niedbałym ruchem zrzucił płaszcz i cisnął w stronę lóż i balkonu swój trójkątny kapelusz. Na obnażonej głowie widniał krótki, cienki warkoczyk — oznaka matadora.
Wziąwszy od pomocnika grubą i zlekka zgiętą szpadę, Tibidabo ukrył ją pod „muletą“ — małą, szkarłatną płachtą i, zwróciwszy się do loży prezydenta, wykrzyknął kilka słów.
Siedzący obok Enriko Hiszpan objaśniał jakiegoś cudzoziemca.
— Espada wypowiedział formułę „brindar“, w której oznajmia, że zabija byka na cześć prezydenta igrzysk.
Cyrk szalał podczas przebiegu „suertes de muleta“, wykonywanych z niezrównaną zręcznością, szybkością i odwagą. Chwilami zdawało się, że byk i człowiek zwarli się w jeden zwał naprężonych mięśni, w wir nieuchwytnie szybkich, porywczych ruchów.
Guell del Tibidabo drażnił byka muletą, zmuszał go do rzucania się na nią, obracał go dokoła siebie, ocierał się biodrem o boki zwierza, przyklękał przed jego rogami, dotykał dłonią groźnego łba i znowu porywał go w zawrotny wir skoków i jałowych ciosów — „budros“, przeszywających tylko powietrze. Espada okazał się mistrzem nad mistrze.
Sędzia kazał otrąbić śmierć byka.
Matador wyprostował się i skamieniał przed nieruchomem, ciężko chrapiącem zwierzęciem. Pięć kroków oddzielało ich od siebie.
Prawa ręka „torrero“ wyprężyła się, ściskając czerwoną rękojeść połyskującej szpady. Lewa, z zarzuconą na nią muletą, podniosła się do wysokości piersi.
Byk opuścił głowę, ryknął głucho i trwożnie, i cofnął się nagle. Wyczuł śmiertelne niebezpieczeństwo, za-