Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Et voici et voilà
L‘amour par là...

Ojciec, zgorszony i zawstydzony, spoglądał na syna karcącym wzrokiem, lecz ten nic sobie z tego nie robił, powoli cedząc wino przez zęby.
— W pięknem miejscu zbudowaliście państwo swój dom! — powiedział Wagin, aby przerwać zapadłe nagle milczenie.
Lu-Hun wzruszył ramionami i odparł:
— To ojcowie zbudowali, synowie zaś odbudowywali go już kilka razy.
— Pięknie stąd musiała wyglądać porcelanowa pagoda! — ciągnął Sergjusz i, zwracając się do Ku-Lu, dodał: — Być może, stąd właśnie spoglądał na nią natchniony Longfellow, gdy napisał (pamięta pan ten ustęp z „Keramosa“?):

And yonder by Nanking, behold
The tower of porcelain strange and old...

Wagin zaczął obierać gruszkę, rozwijając jednocześnie swoją myśl:
— Tak! Zdumiewająca była ta starożytna, niezwykła pagoda! Tyle pokoleń spoglądało na nią, a przecież przyszedł czas i zburzono ją... Z jej kopuły z bronzu, jak zapewnia! mnie prof. Cist Gee z Szanchaju, mieszczuchy zrobiły sobie sadzawkę, a cały przepych emalji i porcelany sprzedały angielskim i amerykańskim zbieraczom okazów sztuki. Nic niema trwałego pod słońcem!
Powiedział to po niemiecku, aby wszyscy mogli go zrozumieć. Chińczycy spojrzeli na niego bystro. Zapewne wyczuli w jego słowach aluzję do samych Chin. Nie chciał jednak, żeby zrozumieli go fałszywie. więc dodał: