Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i poziomu etycznego? Jeżeli istnieją aż tak głębokie różnice, wypływające z psycho-fizjologji rasy, to oczekiwać należy nieuniknionego starcia się dwuch tych światów, co byłoby groźnem zjawiskiem!
Pewny siebie, głupawy Ku-Lu nie interesował go więcej; postarał się natomiast nawiązać rozmowę z młodszym jego bratem — Janiem. Ubrany, jak model z wystawy krawieckiego zakładu, pachnący jakiemś Guérlain‘em, bawiący się monoklem, najmłodszy potomek sędziwego i statecznego Lu-Huna nudził się straszliwie i ziewał. Okazało się, że mieszkał „cały rok“ w Paryżu i uczęszczał do „akademji“ dziennikarskiej — prywatnej, słono sobie każącej płacić za dyplom. Przeprowadziwszy z nim pobieżny wywiad, Wagin przekonał się, że chłopak nietyle uczęszczał do jakiejś tam „akademji“, ile na dansingi, do kabaretów i innych miejsc „uciech życiowych“. Z łatwością można było takie właśnie porobić spostrzeżenia, gdyż elegancki Jań cytował na pamięć wszystkie paryskie „vedettes“, pamiętał, a nawet fałszywym falsecikiem nucił modne „przeboje“, szafował hojnie nazwiskami artystek z „Folies Bergères“, słynnych modelek i, jak z dumą to podkreślał, „kurtyzan“, które niewytłumaczonym zbiegiem okoliczności wszystkie mieszkały w bliskiem sąsiedztwie — na rue de Constantinople lub na Place Pigalle.
Ponieważ Jań po francusku mógł porozumieć się tylko z Waginem, gdyż inni języka Moliere‘a nie znali, nie krępował się w uplastycznieniu swojej, jednorocznej „akademickiej“ karjery, dowodząc, że czasu bynajmniej nie zmarnował. Opowiadał więc o swoich romansach, wyrażając się bez cienia nietylko szacun-