Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



ROZDZIAŁ I.
ŻYCIE PŁYNIE ZAWIŁEM ŁOŻYSKIEM.

Spotkanie Wagina z Wali-chanem nastąpiło w gabinecie Ti-Fong-Taja na listowne zaproszenie pułkownika. Dziwnie krępująca była wytworna uprzejmość Mongoła, gdy z wylewną radością witał gościa. Sergjusz, patrząc na dziobatą twarz, skośne oczy i spłaszczony nos pułkownika, czuł się tak, jakgdyby popełniał zbrodnię.
— Ten wychowanek korpusu paziów posiada zapewne wszystkie niezbędne dla drapieżcy cechy, — świtała mu trwożna myśl. — Nie darmo przecież, jak sam mnie upewniał, pochodzi w prostej linji od chromego Tamerlana, „miecza nieba“ i „bicza Boga“! Posłuchajmy teraz, co i jak będzie mówił, aby „serce moje do jego sprawy przykuć mocnym łańcuchem“!
Mimowoli ogarnęła go jakaś wyjątkowa podejrzliwość i niemal męczące zaciekawienie. Dawno nie przeżywał tak wyraźnego przeczucia niezmiernie ważnych wypadków. Serce nawet żywiej mu bić poczęło.
— Co to? — pytał siebie. — Czyżby niepokój, czy uda mi się zrobić interes i uzyskać lepsze stanowisko?
Wkrótce jednak odrzucił tę myśl. Zainteresowa-