Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - I.djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skiego spojrzał w najdalszy kąt sali, gdzie pomiędzy dwiema kasami pancernemi urzędował naczelny buchalter i kasjer. Rzuciwszy na niego porozumiewawcze spojrzenie, prawie surowym głosem powiedział:
— Panie Nun-Kou! Każe pan kupić dla mnie bilet do Pekinu i telefonicznie zamówić pokój w Grand-Hotel des Wagons Lits! Wyjeżdżam dziś na noc! Boy! Palto, kapelusz i laskę!
Dwie pary oczu bacznie śledziło każdy ruch Ti-Fong-Taja. Jedna należała do starego Nun-Kou, węszącego coś niezmiernie ważnego, druga — do So-Nunga, który gryzł ołówek, starając się przeniknąć tajemnicę rozmowy szefa z konsulem japońskim.